2

Silna gorączka Marka Nowakowskiego

11349827_948256505219954_1454725885_n

Bywają autorzy, których z jakichś powodów przeczytać musimy. Nie ze względu na przymus typu szkolnego (ten u mnie był przeciw skuteczny), tylko ze względu na przymus wyższego rzędu, wewnętrzny. Bo kanon, bo wszyscy, bo wypada, bo się o tym mówi. Ja tak miałem z Markiem Nowakowskim. Bo Warszawa.

Należy on bowiem do grona literatów opisujących lokalny koloryt stolicy, szczególnie ten miniony. Dawni złodzieje, speluny, nie całkiem obyczajne damy, ich świat a przede wszystkim język odżywają na kartach opowiadań Nowakowskiego, człowieka który jak mało kto zasłużył na tytuł homo varsoviensis.

Ponadto był Marek Nowakowski zdecydowanym i konsekwentnym antykomunistą, nie ugiął się gdy się opłacało ani nie przeszło mu to – jak innym – wraz z przekształceniem ustroju. Swój antykomunizm wyrażał między innymi imponującymi czynami, jak wtedy, gdy nasikał partyjniakowi ds. literatury do szuflady w gabinecie.

Summa summarum postać ciekawa dla wszystkich zainteresowanych Warszawą i jej dawniejszym życiem, całą tą z różnych przeczy trudną już dostępną miejską tradycją.

Z takim kontekstem chwyciłem za sprezentowany mi na gwiazdkę zbiór opowiadań „Silna gorączka” i…się rozczarowałem. Nie żeby od razu złe to było, bo piórem autor włada dobrze i ma swój specyficzny, odwzorowujący luźny ciąg myślowy, styl. Rozczarowali mnie bohaterowie i ich historie. Wiedziałem, że jako reprezentant małego realizmu Nowakowski opisuje życie prostych ludzi z nizin, ale postacie z tych opowiadań nie były w żaden sposób interesujące. Próżno szukać w zbiorze fachowców ze starych złodziejskich ferajn i ich bajery, co najwyżej ktoś komuś płaszcz ukradnie po patologicznej pijatyce. Opisane osobistości całymi dniami nic nie robią, może poza popijaniem najtańszego alkoholu w jeszcze gorszym i nudniejszym towarzystwie. Jedyna dramaturgia w ich życiu pojawia się, gdy w pijackim zwidzie biją się o swoje kobiety. Ot, taki „Świat według Kiepskich” tyle że za komuny i na poważnie.

Lepiej zrobiło się dopiero przy opowiadaniu „Podrygi”, mniej więcej w połowie książki. Może dlatego, że choć bohater ten sam co w większości poprzednich opowiadań, to robił wrażenie bardziej elokwentnego, parał się pisaniem kryminałów w końcu a nie sępieniem na kolejną setkę. Przeżywał też bardziej interesujące mnie problemy, tytułowe podrygi, czyli próby wyrwania się z nudnej życiowej monotonii, „życiowego sflaczenia” w którym tkwił siłą inercji. Życiowe sflaczenie to świetny termin na określenie tego, przed czym sam próbuje uciec. Monotonne godziny spędzone przed komputerem, od lat ten sam hermetyczny krąg ludzi i miejsc („ślady jak kropki są, weź je połącz, zobaczysz, jak miotasz się tu łażąc wkoło”), wyjazdy odkładane na później…oczywiście można to zamienić. Na pracę, która zabiera czas i siły witalne, tak że w piątek człowiek ma już tylko ochotę walnąć się do wyra i zasnąć gdzieś pomiędzy 2 a 3 odcinkiem nowego sezonu Gry o Tron. Potem sobota, trzeba posprzątać, zakupy zrobić, odpocząć trochę, posiedzieć i wyciszyć się. Zaraz wieczór, może by gdzieś wyjść? Ale na spokojnie, bo inaczej w poniedziałek w robocie kacowa depresja. I tak do zajebania, błędne koło, życie uciekające przez palce. Praca, weekend, praca, weekend. Zaraz 30, 35 lat na karku. Kiedy to minęło!? Przecież dopiero co miałem 20 lat…kurwa mać. Gdzieś pomiędzy tym znajomi, którym taki tryb życia nie przeszkadza. „Ale co byś chciał innego? Takie jest życie”. To nie pomaga, bo trzeba być silnym, żeby samodzielnie wyłamać się ze schematów, którym hołdują wszyscy wkoło. Trzeba być silnym i mieć pomysł jak z podrygów zbudować coś trwałego.

W tym samym opowiadaniu trafił się człowiek z przeciwnego bieguna tego samego problemu, przez co wyjątkowo interesujący jak na zestaw charakterów zaserwowanych w „Silnej…” przez pisarza. Kolega narratora, na warunki PRLowskie wyjątkowo zamożny, tzw. badylarz. Choć wzbudzał zazdrość innych, szukał kogoś komu będzie mógł się wyżalić. Na brak satysfakcji w życiu, na małżeństwo z rozsądku w którym brak namiętności, na swoje sflaczałe, mimo że majętne życie. Dla mnie modelowy przykład tych, którzy póki co pytają czego bym chciał innego. Podążanie za schematem, nudna ale bezpieczna i akceptowalna droga. Ustawianie życia pod awans w nielubianej pracy. Fakt, prędzej czy później korpo da im te 5-8 tysięcy miesięcznie. Godna pensja, można pożyć. Jeśli się ma czas, a o to już dużo trudniej na tym poziomie, presja wyniku w pracy przecież się zwiększa a nie zmniejsza. A może bezpieczny i dostatni byt rodziny jest tego wart? Może jest to współczesna wersja poświęcenia, a moja niechęć to egoizm? „Odpowiedzi szukaj, czasu jest niewiele”.

Mimo tego niezłego wątku, satysfakcji czytelniczej w „Silnej Gorączce”, jak na 400 stron druku, jest mało. To raczej pozycja tylko dla fanów, i to konkretnie fanów twórczości Nowakowskiego, bo grono sympatyków samej postaci jest jak sądzę większe i takie osoby powinny zacząć od czegoś innego. Może od słynnych „Powidoków”, ewentualnie „Księcia Nocy”? Ja sam na pewno nie odpuszczę jeszcze Marka Nowakowskiego, tym bardziej że jest taka jego pozycja jak „Pióro. Autobiografia literacka” gdzie z pewnością znajdę więcej refleksji samego autora, a mniej scen z nudnego życia speluniarzy najniższego rzędu.

Zobacz też

  • Lista lektur 2014Lista lektur 2014 Od zeszłego roku zapisuje sobie w netowym kalendarzu przeczytane książki. Nie ma w tym żadnego celu, robię to dla siebie czysto informacyjnie. No, może jest w tym też trochę próżności. Po […]
  • Relacja z seansu „Pokłosia” PasikowskiegoRelacja z seansu „Pokłosia” Pasikowskiego Nadszedł w końcu moment, że i ja zdecydowałem się obejrzeć Pokłosie i na własne oczy przekonać się, jak to z nim naprawdę Usadowiwszy się wygodnie na łóżku, postanowiłem podejść do tematu  […]

Comments

comments

ArierGarda

2 Comments

  1. „Pióro. Autobiografia literacka” – nie zawiedziesz się, najlepsza książka… Szuflada też tam jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *