0

Profesora Nowaka Nietzsche urojony

14642668_1229262317119370_807014152_n

Z natury reprezentuję typ polemiczny co  niegdyś przysparzało mi kłopotów i niechęci, jednak z wiekiem i wyrobieniem okazało się czymś z wielu względów korzystnym. Jedną w owych korzyści jest powoli acz metodycznie powiększająca się liczba osób z którymi mogę omawiać interesujące mnie kwestie z dużą dozą dobrej woli mimo odmiennych punktów widzenia. Jedną z takich osób jest kolega-narodowiec zagłębiający się krok po kroku w myśl katolickiego tradycjonalizmu. Ja zaś aktualnie zagłębiam się z kolei w zawiłości nietzscheańskiej krytyki wszystkiego i wszystkich, zatem czego jak czego, ale obszarów do sporu nam nie brakuje.

W ramach tych dyskusji podesłany mi został wykład wielce szanowanego na prawicy profesora Nowaka na temat niesfornego Fryderyka który wciąż, 116 lat po swojej śmierci, lubi wymykać się wszelkim klasyfikacjom, a tych trochę jego myśl już na swej drodze spotkała – od wciskania w nazizm przez rodzoną siostrę, przez „ojcostwo” postmodernizmu, po zajadły antychrystianizm i choć to ostatnie wydaje się najmniej kontrowersyjne to Karl Jaspers interesująco podważył wiele obiegowych opinii na ten temat. Sumując powyższe, nie spodziewałem się wcale apologii od profesora Nowaka – integralnego katolika i orędownika tradycji mesjanistycznej, której Nietzsche musi być na wskroś obcy. Zasiadłem do wykładu będąc przygotowanym na poglądową syntezę oraz wyczekując z ciekawością argumentów przeciwko Niemcowi co chciał być Polakiem, są one bowiem mi teraz bardzo potrzebne.

Nie zdziwiło więc mnie, że profesor zaczął od krytyki. Traf jednak chciał, że na samym początku skupił się (od 31:00) na eseju w trakcie lektury którego akurat jestem – „Pożyteczność i szkodliwość historii dla życia” z „Niewczesnych rozważań”. Nie zajęło mi zatem długo zorientowanie się, że referujący w tej serii wykładów historię myśli politycznej profesor Nowak najwyraźniej czytał zupełnie inny esej. A jeśli ten sam, to pozostaje nieśmiało zapytać czy mamy do czynienia z niekompetencją czy może złą wolą? Zważywszy na to, że jak sam powiedział, tekst ten „jest dla niego szczególnie ważny, bo dotyczy historii i historyków” pytanie musi być śmielsze – szanowny profesor tekstu nie zrozumiał czy świadomie wprowadza zapatrzonych w niego słuchaczy w błąd?

Oto bowiem, jak słusznie prawi profesor Nowak, w owym eseju Nietzsche rozpatruje trzy rodzaje uprawiania historii:

– historia monumentalna w której rozpatrujemy i czcimy wzory z historii, stawiając je na cokołach

– historia krytyczna dzięki której historię można odbrązowić, ukazać „ukrytą zbrodnię”, słabość, przy tej okazji zaczyna się zaciemnianie przekazu Nietzschego, w opowieść wkrada się nagle Adam Michnik, nieśmiertelny geniusz zła dla starszego pokolenia prawicy, ale przejdźmy dalej bo to dopiero preludium

– historia antykwaryczna, według profesora Nowaka polegająca na sympatii dla tego co było kiedyś, co wydaje się egzotyczne ze względu na co ma nas pociągać. Historia antykwaryczna ma sprowadzać się czegoś na kształt płytkiej cepelii. Słowo-klucz: sympatia.

Już sam sposób zreferowania historii antykwarycznej (od 32:50) sugeruje albo niezrozumienie, albo celowe zniekształcenie poglądów dla ułatwienie sobie ich krytyki. Co w rzeczywistości napisał niemiecki filozof?

1

Gdzież tu ta lekkość podejścia i płytkość? Gdzie sympatia, skoro wprost opisana jest wierność, miłość i cześć? Przecież owa „historia antykwaryczna” to ni mniej ni więcej niż historyczna więź z przeszłością, tak popularny u nas patriotyzm związany z przeszłymi dziejami. Antykwariusz odnajduje w tym siebie, mówi o tej historii „my” a więc to także kwestia najintymniejszej tożsamości. O jakiej egzotyce mowa? Skąd w ogóle taki pomysł?

Ale może Nietzsche pogardliwie to ocenia? To by ratowało profesora, sprawdźmy więc.

2

Jak widać przypisuje to Goethemu, widzi w tym źródło odrodzenia włoskiego i przede wszystkim widzi w tej „antykwaryczności” wielką służbę życiu, które jest u niego najwyższą wartością. Gdzie to lekceważenie i negatywna ocena? Czy profesorowi oby na pewno nie pomyliły się eseje?

Tak czy inaczej pomyłka jakaś coraz pewniejsza się staje z każdą minutą wykładu. Oto Nietzsche rzekomo ma stawiać wszystkie trzy rodzaje historii na ławie oskarżonych jako odciągające nas od życia. Nie powinniśmy stawiać pomników, nie powinniśmy „myśleć co by zrobił Piłsudski bo nasze problemy są zupełnie inne (…) nie przejmujmy się nimi [wielkimi postaciami], żyjmy własnym życiem”.

Czyżby profesorze?

3

Nietzsche mówi tu, że historia monumentalna nie jest dla każdego, że pożywić się nią mogą tylko nieliczne wielkie jednostki które żyć najpiękniej umiały i bez których spuścizny „potomność obyć się nie może”. Jak z tego można wysnuć wniosek, że nie powinniśmy stawiać pomników? Że mamy się odwrócić? Jak niby wówczas ta potomność korzyści czerpać by miała, a nowe wielkie jednostki wzorców zasięgać? W dalszej części tekstu Nietzsche wskazuje na koszty historii monumentalnej, na zagrożenie z niej płynące i nieszczęścia następujące po jej wykorzystaniu przez jednostki marne. Nie ma tu żadnych rad, niewiele wartościowania a już na pewno nie negatywnego.

Dalej profesor Nowak kończy powoli opowiadać o eseju który jednak coraz bardziej staje jego autorskim esejem, więc dla przypieczętowania tego procesu na koniec nie waha się stwierdzić, że historia antykwaryczna ma być w nim najżałośniejsza. Być może, nie będę się spierał, jeśli jednak porównać to chcemy z prawdziwym esejem Nietzschego to owszem, jest tam krytyka i wskazane są zagrożenia, jakże jednak odmienny ton został użyty!

4

Gdzie w tym niby ta żałość? Wprost jest przecież wskazane zagrożenie i to realne, łatwo sobie przecież i z dzisiejszych czasów wyobrazić środowiska żyjące tylko historią a odwrócone od teraźniejszości. Czy to nie jest słuszna krytyka? Być może nawet sam profesor Nowak zgodziłby się z nią gdyby tylko nie był tak zajęty swym esejem urojonym.

W tym momencie wierzyć chciałem, że być może była to lektura sprzed lat i pamięć spłatała profesorowi figla. Cóż, zdarza się, nikt nie jest maszyną. Jednak już w drugim zdaniu profesor naucza, że Nietzsche traktował Chrystusa jako osobistego wroga! Tego Jezusa którego uważał za radykalnie dobrego, za mądrego, za kogoś kogo nauki zostały wypaczone przez ewangelię co podkreślił zdaniem „w istocie był tylko jeden chrześcijanin i ten umarł na krzyżu” oraz z czego kpił pisząc „ludzkość pada na kolana przed zaprzeczeniem tego wszystkiego, co było źródłem, sensem, prawem Ewangelii…późno by szukać dobitniejszego przejawu dziejowej ironii”. Tego Jezusa którego nazywał „radosnym zwiastunem”. Nietzsche zatracając się wręcz w krytyce chrześcijaństwa pod koniec życia (widać to wyraźnie w jednym z ostatnich pism, „Antychryście” w którym dominuje styl napastliwy i emocjonalny w przeciwieństwie do wcześniejszej, przenikliwej i wesołej twórczości) wyłącza Chrystusa z chrześcijaństwa. Uważa go za idiotę w rozumieniu „Idioty” Dostojewskiego (który zresztą tworząc tytułową postać księcia Myszkina miał na myśli XIX-wieczną wersję Jezusa), mało tego, w akcie swojego szaleństwa pisze list „Do dostojnych Polaków” i tytułuję się właśnie „Ukrzyżowanym”! Cytatów i opracowań na ten temat można znaleźć wiele, z Karlem Jaspersem na czele. Jak można wobec tego pisać o wrogu? Rozumiem, że nie każdy musi znać Nietzschego, zwłaszcza jeśli jest szczerym katolikiem, ale skoro tak to po co się wygłupiać i zaciemniać ludziom obraz? Bezspornie jest to wyraz niekompetencji, ale czym motywowany? Chciałbym wierzyć, że skądinąd szacunku godny profesor miał słabszy dzień, ale sam mówił że esej ten szczególnie go interesował, muszę więc zatem ponowić pytanie. Czy wobec wyżej wymienionych okoliczności profesor intencjonalnie zniekształcił poglądy nielubianego filozofa, aby łatwiej mu było się z nimi rozprawić przed katolicką publicznością? Na takie okazje Fryderyk Nietzsche zostawił cytat już ponad 120 lat temu:

Poglądy przeciwników. Aby zmierzyć naturalną roztropność czy może niepojętość nawet najtęższych głów, trzeba zwrócić uwagę na to, jak odnoszą się ci ludzie do poglądów swoich przeciwników i jak je odtwarzają – to właśnie ujawnia naturalną miarę każdego intelektu. Największy mędrzec mimo woli uznaje swego przeciwnika za ideał i uwalnia jego odmienne poglądy od wszelkich skaz i wszelkich przypadkowości, i dopiero wtedy, gdy adwersarz staje się przez to bogiem z doskonałą bronią, walczy z nim”.

Zobacz też

  • Odkrywając NietzschegoOdkrywając Nietzschego Odkryłem dla siebie Fryderyka Nietzschego i odkrycie to nie pozostawiło mnie obojętnym, a jego specyfika jest taka, że  sam nie wiem czy to dobrze czy źle. Póki co jednak zdecydowałem […]
  • Intelektualne podziemieIntelektualne podziemie Choć dzisiejszej młodzieży o patriotycznych odruchach może być trudno w to uwierzyć to był taki czas, nie tak dawno temu, że nie było ani fejsbuka ani setek profili zalewających […]

Comments

comments

ArierGarda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *