1

Intelektualne podziemie

12910952_1090995350946068_583470888_n

Choć dzisiejszej młodzieży o patriotycznych odruchach może być trudno w to uwierzyć to był taki czas, nie tak dawno temu, że nie było ani fejsbuka ani setek profili zalewających odbiorców szumem informacyjnym w prawicowym sosie. Mało tego, poprawnościowy przekaz atakował niemal z wszystkich mediów w stopniu dzisiaj niewyobrażalnym, zaś spotkanie osoby myślącej podobnie graniczyło z cudem, gdyż znakomita większość rówieśników miała to albo w dupie albo łykała bezkrytycznie postępową agendę, która to akurat – niepodważalnie przekonana o swoim dziejowym zwycięstwie – była na etapie zabierania babciom dowodów.

12064372_1084583974920539_839111170_n

Trochę się od tamtej pory pozmieniało…

Jednak już wtedy zaczęły pojawiać się osoby zwiastujące późniejsze veto z Marszów Niepodległości a ja pośród nich. To co nas określało to szczera i dogłębna pogarda dla politycznej poprawności. Niemal równą niechęć budziło coraz bardziej oczywiste zakłamanie mediów, te zjawiska zresztą szły ze sobą pod ramię. Niestety, w kwestii kontroferty panowała niemożliwa bieda. Ze dwie gazety na krzyż, polityczny Internet dopiero raczkował a o TV nawet nie ma co wspominać. Także podziemie nie spełniało jeszcze swojej roli. Rap, choć przekazywał już sprecyzowane wartości, to deklaratywnie pozostawał apolityczny, nawet stadiony akurat przeżywały swój mniej zaangażowany moment. Rządnym niepoprawnych treści małolatom zostawała właściwie tylko ściągana z bearshare’a muzyka zespołów, których tekstami raczej nie wypadało się chwalić dziadkom oraz zapomniane nieco już dziś internetowe fora poświęcone np. subkulturowym scenom muzycznym. Jak potem pokazał czas, ładunek ten choć może niezbyt imponujący, okazał się wybuchowy, szczególne dla niczego niespodziewających się lokalnych miłośników euroliberalizmu. To chyba właśnie z jednego z takich for trafiłem pierwszy raz na Drogę Legionisty.

Przypominająca wtedy bardziej typowego bloga z komentarzami od początku przypadła mi do gustu swoim klimatem. Niepoprawność polityczna była jej conditio sine qua non, a do tego jeszcze klimaty legijne niekoniecznie od strony zachwytu piłkarskimi trikami i przypisana stronie przeze mnie warszawskość, takie były czasy, że to wszystko miał bardzo duże znaczenie, szczególnie wobec światopoglądowej pustyni. Nie mogę napisać, że czytałem wszystko i regularnie, ale zawsze jakoś wracałem. DL od początku coś w sobie miała.

Od tamtej pory minęło, nie wiem, z 7-8 lat. Zmienił się świat dookoła, zmieniłem się ja i zmieniła się DL przechodząc w międzyczasie na papier, zdobywając renomę, może wręcz rozgłos, a teraz formę książkową. Gdzieś tam się nawet przewinąłem na wydawnictwach parę razy. Dobry to moment na opisanie czym właściwie jest z mojej perspektywy Droga Legionisty. W czym przejawia się jej wartość i dlaczego wciąż mi towarzyszy mimo, że sporo nas różni.

Zacznę jednak od tego co ciekawi mnie najmniej – od polityki. Nie wspomnieć o polityce pisząc o DL to nie napisać nic. Projekt ten (nawet tu, w takim kontekście, zalęgła się korpomowa…) jest z gruntu polityczny, choć ku mojej radości i własnej atrakcyjności, często odkłada na bok ten jałowy i wylewający się zewsząd temat, prezentując wówczas swoje najlepsze teksty. Polityka Drogi to nacjonalizm rewolucyjny, nurt ideowy który nieszczególnie wzbudza mój entuzjazm. Mimo, że sama Droga nie jest chyba najbardziej reprezentatywna dla tego środowiska (wydaje mi się bardziej otwarta na inne punkty widzenia i inspiracje z zewnątrz) to jednak wciąż się różnimy, choć przyznać trzeba że głównie w receptach, a nie diagnozach. Polityka zagraniczna, niechęć czy wręcz pogarda dla kompromisów, entuzjazm dla radykalizmu samego w sobie…to wszystko przesiąknięte jest duchem romantycznego idealizmu, który świetnie sprawdza się w poezji, literaturze, w sztuce. Przydatny jest też w humanizmie rozumianym jako nauka o człowieku, ale zawodzi zupełnie w sprawach przyziemnych, praktycznych, a taka jest właśnie polityka, szczególnie ta międzynarodowa, będąca kłębowiskiem interesów i współzależności zupełnie nieromantycznych i nieprzystających do świata idei. Radykalne ruchy w takim środowisku przynoszą zupełnie nieprzewidziane skutki. Protokół rozbieżności mógłby być dłuższy, można by w nim zahaczyć o ekonomię, kwestie wolnościowe, o europejskie tradycje i dorobek nacjonalizmów rewolucyjnych (wcale niekoniecznie w wydaniu niemieckim) czy wreszcie o samą ideę rewolucji, która u osób o konserwatywnych intuicjach, z natury bardziej skłonnych do ewolucyjnych koncepcji, nigdy nie budzi entuzjazmu.

I choć są to niewątpliwie ciekawe kwestie, to nie ma sensu ich tu roztrząsać, bo nie o nich jest ten tekst, ani też polityka nie określa tego co w Drodze Legionisty interesujące jest najbardziej. Porzucając więc polityczne dywagacje, które niestety wcisnąć się muszą absolutnie wszędzie, przejdźmy do sedna a sednem owym jest świadectwo. Droga Legionisty daje szczere a zatem cenne świadectwo na kilku płaszczyznach. Tego typu świadectwa są ważne w życiu człowieka, bo taką już mamy naturę, że potrzebujemy punktów odniesienia. Nie chodzi tu bynajmniej o wzór czy cokolwiek w stylu nastoletnich fascynacji znanymi postaciami a o świadomość, że ktoś zmaga się z podobnymi problemami. Że walczy, rozkminia, upada i powstaje. I daje świadectwo. Dzięki temu można coś podpatrzyć, w czymś się upewnić, ale także coś dodać bądź wypracować sobie coś na kontrze. Obcowanie z takim świadectwem ubogaca, ale nie zawsze/nie koniecznie w sposób w jaki dający świadectwo mógłby sobie to wyobrazić, bo tego nie da się zaplanować. Można tylko starać się robić swoje jak najlepiej i wierzyć w sens tej działalności.soren-kierkegaard

Dość niezwykłą rzeczą jest to, że wspomniane kilka płaszczyzn świadectw Drogi Legionisty pokrywa się niemal w pełni z myślą duńskiego filozofa Sorena Kirkegaarda. Ów prekursor egzystencjalizmu przedstawił trzy możliwe modele ludzkiego życia, które można rozumieć jako stadia następujące po sobie oraz nie znoszące między sobą kompromisu (cóż za zbieg okoliczności…). Pierwsze to stadium estetyczne, drugie etyczne, trzecim zaś jest stadium religijne, które ma być ostatecznym celem życia każdego człowieka. Gdy zagłębimy się w szczegóły, nasuwać by się mogło wrażenie, że Soren czytywał papierową Drogę Legionisty a jedyną wobec tego przeszkodą jest smutny fakt, że zmarł
160 lat wcześniej.

Model estetyczny jest najbardziej rozpowszechniony a to dlatego, że jest pierwszy, najłatwiej dostępny, plebejski nieledwie. Gwoli dobrego zrozumienia należy się wyjaśnienie, że XIX-wieczne słowo estetyczny należy dziś rozumieć jako zmysłowy. Otóż człowiek estetyczny żyje wedle zasady przyjemności, dobre jest to co przyjemne, zaś złe co nieprzyjemności niesie.[1] Literackim uosobieniem tego modelu jest dla Duńczyka Don Juan, czyli nie przymierzając, dzisiejszy dyskotekowy wyjadacz co weekend lodujący w łóżku z inną damą i zatkanym nosem. Cechuje go bezrefleksyjność i postawienie zaspokojenia rządz na piedestale. Don Juan z Multipubu na Pl. Bankowym nie wie jednak, że miłość zmysłowa jest z zasady niewierna, jak każda czynność motywowana ludzką zmysłowością jest skazana na powtórzenia, a nawet gdyby wiedział, to przyjąłby to z naiwnym entuzjazmem, bo wyżej niż seksualne zaspokojenie nie sięga jego horyzont. Pędzi cały czas w przemijaniu, nie znając nic trwałego, wciąż szybciej i szybciej, bo gdyby się zatrzymał zauważyłby tylko „pustkę, rozczarowanie, samotność”.

Czy nie o podobnym modelu życia, na naszą postkomunistyczną miarę oczywiście, traktuje epopeja patologiczna Drogi Legionisty której zwieńczeniem jest 2 nr DL Alternatywa (notabene w mojej opinii wciąż najlepsze papierowe wydawnictwo)? Choć Kirkeegard ograniczył się do erotyki, to przecież alkohol czy narkotyki też są zaspokajaniem rządz. A wszystko to, zmielone w miejskim bagnie, czeka na dzieci z miejskich podwórek, które będą musiały się z tym zmierzyć tak jak i my się z tym mierzyliśmy. Nie każdy jednak sobie z tym poradził, tym cenniejsze jest świadectwo z DLA, szczególnie że, poza rapem, wciąż nie ma prawie żadnych wiarygodnych literackich czy filmowych prób przedstawienia doświadczeń polskich blokowisk z lat 95-2007. Temat nie został właściwie przerobiony, wnioski nie zostały opisane w dojrzały sposób (bo dojrzałości większości raperom zarzucić nie można). Model estetyczny jest wśród nas i przy podejściu demokratycznym zasiadłby za sterami.

Wartość DL leży jednak nie tylko w opisie zjawiska, ale i w autentycznej relacji procesu przejścia w model etyczny, przyznać muszę, że z perspektywy twórczości dla mnie najciekawszy. W stadium etycznym podstawowym rozróżnieniem jest dobro i zło, w przeciwieństwie do przyjemności i nieprzyjemności. Z tego punktu widzenia życie człowieka estetycznego jest bytem niższej rangi, który nie rozumie wyższych potrzeb definiowanych jako dążenie do samoświadomości, do wyjaśnienia samego siebie i swojego znaczenia, którego fiasko grozi pogrążeniem się w bezruchu i melancholii. Wyjaśnienie samego siebie rozumiane jest jako znalezienie absolutnego punktu oparcia, czegoś ponadmaterialnego, ale nie Boga. Jeszcze. Według Duńczyka człowiekowi porzucającemu estetyzm chodzi o to, aby „wybrać samego siebie” podczas gdy wcześniej pozwalał on, żeby to świat (rządze) rządził nim – „teraz człowiek wziął w posiadanie samego siebie”, „przejmuje za siebie odpowiedzialność” zyskując świadomość swojej wolności i „samemu odtąd wybierając swoje miejsce” a to znaczy, że zaczyna mieć obowiązki, że ze względu na wybrany sposób życia pewne rzeczy stają się wskazane a inne przeciwnie. Co istotne jednak, wszelkie nakazy i zakazy pojmowane są przez człowieka etycznego jako ustanowione przez niego i obowiązujące z racji jego decyzji.

Świadectwo przebycia takiej właśnie drogi, jak się wydaje, daje Droga Legionisty. Absolutnym punktem oparcia i wartością stała się Ojczyzna zaś wyborem z którego wynika wszystko inne, poświęcenie się jej na drodze nacjonalizmu. Dzięki temu czytelnik otrzymuje świadectwo imponującej konsekwencji swoich wyborów, dostaje radykalny punkt odniesienia w walce z używkami oraz motywujący przykład regularnych zmagań z samym sobą w ramach sportów walki. Dla mnie jednak, jako kogoś niedysponującego wybitnie silną wolą i jeszcze czerpiącego z tego „estetyczną” radość, szczególnie ważne było świadectwo wspomnianej konsekwencji i uporu w ogólnej pracy nad sobą. Nie raz popłynął z łamów DL impuls do zmian i choć często miały one charakter zrywu (kto tego nie zna…) to wpłynęły z pewnością na ogólny punkt widzenia. Bo widziałem że się da, że warto. Że skoro ktoś może to czemu nie ja? Cóż to jest innego, jeśli nie czysty zysk? Ten motywacyjny aspekt cenię najbardziej, nie dziwne więc, że etap który skupiał się na samodoskonaleniu był dla mnie najciekawszy. Nie okazał się on jednak ostatnią formułą Drogi.

Co pozostaje w zgodzie z koncepcją Kierkegaarda, dla którego ostatecznym powołaniem człowieka jest religia, będąca nieuchronnym losem każdego człowieka niechcącego zamykać oczu na swoje rzeczywiste położenie w świecie. Estetyzm kończy się rozpaczą a model etyczny pytaniem czym właściwie ta etyka jest uzasadniona i jeśli nie będzie dobrej odpowiedzi, również pojawi się rozpacz. Bóg jest tu wymogiem praktycznego rozumu i mimo braku materialnego uzasadnienia człowiek dokonuje „skoku w Boga”, bo według Duńczyka „wiara zaczyna się tam, gdzie kończy się myślenie”.

Nie wiem jak to się ma w szczegółach do nawrócenia znanego z łamów DL, nie do mnie to jest pytanie. Ale nie jest to też chyba kluczowe, bo najważniejsze się zgadza – znów mamy szczere świadectwo, tym razem związane z doświadczeniem duchowym. Oryginalne, bo pokazujące zmagania kogoś z naszego świata, z podobnymi doświadczeniami, zanurzonego w tej samej rzeczywistości wielkomiejskich osiedli zamiast jakiegoś wstydliwego katolicyzmu młodzieży z dobrych domów. Uzasadnienia różnych spraw motywami religijnymi mogą mi się podobać mniej lub bardziej, cały etap z punktu widzenia mojego poszukującego agnostycyzmu może być, na ten moment, mi mniej bliski niż ten „etyczny”, ale nie podważa to głównej zalety – świadectwa prawdziwych zmagań. To realna wartość w świecie opanowanym przez plastik.

Kończąc powoli, nie mogę nie dodać jeszcze jednej kwestii od siebie, odłóżmy zatem już Kirkegaarda z jego nordycką depresyjnością i przejdźmy do naszej swojskiej, słowiańskiej radości życia. Niewątpliwie kocham życie i choć z jednej strony odrzucam zwodniczy hedonizm to zaraz z drugiej przytulam się do zasadniczo mniej totalistycznego sybarytyzmu. Jego ważnym elementem jest przeżywanie kultury. Czytanie, słuchanie i oglądanie nie po to by zabić czas (mało co mnie tak irytuje jak reakcje po filmie ograniczone do „zajebisty” lub „chujowy”), tylko aby go i siebie ubogacić, wyciągnąć coś z każdej książki i każdego filmu, coś co pokaże mi choćby nieco więcej prawdy o świecie i człowieku, da do myślenia. Jest to nie tylko postawa, ale i pewna umiejętność, którą można ćwiczyć, trzeba tylko chcieć. Niestety, nie wiele osób ma podobne podejście co powoduje może niezbyt dramatyczne, ale jednak osamotnienie. Czasami wręcz mogą najść myśli czy wszystko ze mną w porządku, ale wtedy wystarczy, że wejdę na Drogę Legionisty i od razu przypominam sobie, że jest tego typu świrów, nawet po ciężkim dniu niewahających się przez sekundę czy wybrać ciężki rozkminkowy film czy może jednak najnowszy blockbuster z mega efektami, wybuchami i transformersami walczącymi z Jamesem Bondem, więcej. Że można inaczej niż wszyscy. A po jakimś czasie już nawet trzeba, bo nie ma odwrotu.

Dlatego warto czytać Drogę Legionisty. To nie blog dla pieniędzy ani środowiskowo-polityczna propagandówka, to raport ze świadomego zderzania się z życiem. A jeszcze bardziej warto wytyczyć swoją drogę, świadomie nią kroczyć i nie dać się pochłonąć całkowicie zależnościom świata materialnego, co jest o tyle trudne, że mało kto w ogóle dostrzega taką możliwość, kpiąc przy okazji z naiwnych idealistów, którym z kolei wypada życzyć dużo szczęścia – bardzo jest ono nam potrzebne na owej drodze, zwłaszcza jeśli ciągle waha się ta szala.

[1] Myśl Kirkegaarda przytaczam na podstawie opracowania prof. Andrzeja Misia, Filozofia współczesna. Główne nurty.

Zobacz też

  • Profesora Nowaka Nietzsche urojonyProfesora Nowaka Nietzsche urojony Z natury reprezentuję typ polemiczny co  niegdyś przysparzało mi kłopotów i niechęci, jednak z wiekiem i wyrobieniem okazało się czymś z wielu względów korzystnym. Jedną w owych korzyści […]
  • Odkrywając NietzschegoOdkrywając Nietzschego Odkryłem dla siebie Fryderyka Nietzschego i odkrycie to nie pozostawiło mnie obojętnym, a jego specyfika jest taka, że  sam nie wiem czy to dobrze czy źle. Póki co jednak zdecydowałem […]

Comments

comments

ArierGarda

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *