0

Hollywoodzki scenariusz dla Polski

SAM_0555

Mamy nowy rząd i stary Trybunał Konstytucyjny o czym wiedzą już chyba wszyscy w Polsce, trudno jednak traktować całą partyjną awanturę wokół tego poważnie, ja przynajmniej nie mam zamiaru poddawać się sterowanej eskalacji emocji. Nie znaczy to oczywiście, że zupełnie odcinam się od polityki, szczególnie że z inspiracji rządu może zdarzyć się coś bardzo ciekawego, na przykład hollywoodzka superprodukcja promująca na świecie któryś z chwalebnych wątków polskiej historii. Rzecz w tym, że jeśli celem jest wyjście w świat ze swoją narracją historyczną akurat za pomocą filmu to wybór odpowiedniej historii może być tylko jeden.

Sam pomysł uważam za świetny, choć mam duże wątpliwości czy wypali jak należy. Wybitne filmy nie powstają dlatego, że ktoś siada i mówi – ok, robimy wybitny film. Potrzeba talentu i autentycznej pasji do danego projektu. Już tylko z tego powodu zadanie będzie bardzo trudne, a dochodzi do tego kwestia polskiego środowiska filmowego, które na pewno zawalczy dla siebie o jak największy kawałek tortu – zdziwimy się jeszcze jakie pokłady patriotyzmu nagle potrafią znaleźć w sobie niektórzy filmowcy.

Temat podjął najciekawszy, a w zasadzie jedyny obecnie ciekawy „tygodnik”, weekendowy magazyn Rzeczpospolitej Plus Minus, publikując u siebie ankietę w której szacowni uczestnicy odpowiadali jaką postać bądź jakie wydarzenie powinniśmy przedstawić światu za pomocą wysokiej jakości filmu z zagranicznymi gwiazdami z pierwszych stron gazet w rolach głównych. I słusznie, debata zawsze spoko, szkoda tylko że – przy całym szacunku do grona z dorobkiem i tytułami profesorskimi – niektóre propozycje świadczą o kompletnym oderwaniu od rzeczywistości przez proponujących. Dajmy im zadecydować a szansa razem z grubym budżetem zostaną utopione na amen. Przecież celem tego przedsięwzięcia ma być poprawa wizerunku Polski w świecie, skojarzenie nas z uniwersalnie cenionymi wartościami, a żeby to się udało opowiedziana historia musi być porywająca i łatwo przyswajalna, dobro i zło oraz cały kontekst muszą być czytelne dla międzynarodowego widza. Nie czas na wysublimowanie, trzeba odwołać się do emocji, uderzać w tony sienkiewiczowskie a nie w Gombrowicza.

Co zatem proponują autorytety i prominenci? Prezydentowi Andrzejowi Dudzie marzy się film o Marii Skłodowskiej-Curie. Już widzę te tłumy w kinach całego świata przeżywające pełen dramatycznych zwrotów awanturniczy życiorys naszej noblistki. Podobnie fascynujący musiałby być film o przygodach Stefana Starzyńskiego, autor pomysłu, Tomasz Burek rozpływa się nad „pracowitością, dzielnością, talentami oratorskimi a także idealizmem połączonym z umiejętnościami organizacyjnymi”. Czy temu człowiekowi w ogóle ktoś wytłumaczył o co chodzi w ankiecie? Może myślał, że chodzi o konkurs na pomnik w Warszawie? Zagraniczni widzowie na pewno także zostaliby urzeczeni filmami o św. Wojciechu, biskupie sprzed 1000 lat, św. królowej Jadwidze („znała 9 języków obcych” wow!), Marku Nowakowskim czy Stanisławie Mikołajczyku, że nie wspomnę już szerzej o propozycji produkcji o…Marku Edelmanie. To by dopiero była wizerunkowa ofensywa, poparcie mediów gwarantowane.

I żeby dobrze mnie zrozumieć, prawie wszystkie z tych postaci są godne szacunku, ale nie o to tutaj chodzi. Sam najchętniej obejrzałbym porywającą opowieść o Żołnierzach Wyklętych z całym, odpowiednio zarysowanym kontekstem tamtych czasów, ale nie zaproponowałbym tego pomysłu w ankiecie, gdyż zwyczajnie się do tego nie nadaje. Mamy tu konkretny cel, więc potrzeba stosownych środków, opowieści zrozumiałej w międzynarodowym kontekście. Zaś historia Wyklętych idzie przecież w poprzek przyjętym schematom, szczególnie jeśli idzie o zachodnie wyobrażenia na temat II Wojny Światowej. Kontekst ich działalności nie jest niestety jednoznaczny nawet w naszym kraju, jak więc ma taki być zagranicą, w jeszcze bardziej ogłupionych społeczeństwach? Do tego nie ma mowy o jakimkolwiek „happy endzie”, nie da rady przedstawić tu Polaków jako zwycięzców (no chyba, że moralnych, ale tego mamy już dość) nie jest to zatem materiał na hollywoodzki hit o jaki nam chodzi.

A przecież mamy opowieść spełniającą wszystkie niezbędne warunki z nawiązką, na co wpadł tylko Bronisław Wildstein – tą opowieścią jest oczywiście bitwa o Anglię. Tylko spójrzmy jak bardzo hollywoodzka jest to historia! Polscy piloci przybywają z dalekiej i pokonanej Polski do Anglii, gdzie rozpoczyna się bitwa powietrzna z potężną Luftwaffe. Nikt nie wierzy w ich umiejętności, zostają użyci w ostateczności, gdy Anglikom brakuje już pilotów a szala zwycięstwa zaczyna przechylać na stronę Niemców. Nawet w takim momencie dostają do dyspozycji starsze maszyny i co robią? Lecą w pierwszy lot i wbrew rozkazom angielskiego dowódcy, wykazując niesubordynację atakują wroga zestrzeliwując pierwsze maszyny. A to dopiero początek, bo polski dywizjon okazuje się najskuteczniejszą jednostką całej bitwy o Anglię dając nadzieję i ostatecznie zwyciężając. Londyn szaleje, Polacy zyskują status gwiazd, Angielki wariują na ich punkcie. Mija parę lat, wojna się kończy, czas na wielką paradę. Wszyscy świętują…wszyscy oprócz naszych lotników. Oni przegrywają, Polska dostaje się w niewolę sowiecką. Mało tego, przez wyraźne życzenie Stalina nie mogą nawet wziąć udziały w paradzie, Anglicy odwracają się od swoich bohaterów, nikt się nimi już nie przejmuje. Zdrada. Gdyby ktoś przyniósł taki scenariusz na biurko decydentów z Kalifornii to chyba nawet oni uznaliby, że to zbyt pompatyczne aby mogło być prawdziwe. A jednak. Czy jakakolwiek historia może się z tym równać? A do tego te powietrzne pojedynki…wyobraźmy sobie, że za efekty odpowiedzialny byłby Bagiński, który dał ostatnio popis swoich możliwości w krótkometrażowym Smoku. Wizualna uczta.

001

Ale powodów by wybrać właśnie te wydarzenia jest więcej. Przede wszystkim wróg. Powszechnie znienawidzeni naziści. Specjalnie nie wymieniłem narodowości, bo właśnie to można wykorzystać. Z jednej strony odwołać się do powszechnej niechęci a z drugiej przemycić gdzieś też tą zamazywaną dziś niemieckość. W każdym razie ten antagonizm będzie szeroko rozumiany. Kolejną okolicznością jest międzynarodowość uczestników wydarzeń. Oprócz nas Anglicy, Kanadyjczycy, Czesi. A gdyby zaangażować także jakieś znane nazwiska z tych krajów? To sposób na zainteresowanie tamtejszej opinii publicznej. Wspomnieć można jeszcze o poszczególnych postaciach, szczególnie o Janie Zumbachu którego biografia sama w sobie jest materiałem na kilka porządnych filmów komediowo-sensacyjnych.

Jak już pisałem, z całym szacunkiem dla postaci zaproponowanych z ankiecie, ale jak to porównywać nawet z nimi wszystkimi naraz? Jak porównać malowniczość niespodziewanego powietrznego zwycięstwa o tak niebywałej stawce do losów naukowców czy urzędników? Bitwa o Anglię to powinien być absolutny priorytet naszej filmowej polityki historycznej.

Zobacz też

  • Prawda o historii z PokłosiaPrawda o historii z Pokłosia Można by pomyśleć, że skala paszkwilanckiego przerysowania Pokłosia sama w sobie będzie dyskwalifikować ten marny film w oczach widzów. Wszak zdając ostatnio relację z seansu nie siliłem […]
  • Profesora Nowaka Nietzsche urojonyProfesora Nowaka Nietzsche urojony Z natury reprezentuję typ polemiczny co  niegdyś przysparzało mi kłopotów i niechęci, jednak z wiekiem i wyrobieniem okazało się czymś z wielu względów korzystnym. Jedną w owych korzyści […]

Comments

comments

ArierGarda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *